XVI Rajd Studentów Turystyki i Rekreacji, Beskid Niski


Beskid Niski jest mi bliski albo na tropie Łemków…

Jesienny rajd zaczął się wcześnie. Po kiepsko przespanej nocy zostaliśmy wysadzeni z autokaru w Uściu Gorlickim o 7 rano. Stamtąd ruszyliśmy na szlak z zamiarem dotarcia na nocleg do oddalonej o ponad 20 km Radocyny. W deszczu i przelotnym śniegu wędrowaliśmy przez Oderne i Przysłup, na śniadanie zatrzymaliśmy się w Schronisku PTTK im. prof. St. Gabriela na Przełęczy Małastowskiej, gdzie zobaczyliśmy też cmentarz wojenny z czasów I wojny światowej zaprojektowany przez Dušana Jurkoviča. Idąc dalej przez las dotarliśmy do Banicy, a następnie Krzywej i Jasionki – dawnych wsi łemkowskich, obecnie prawie niezamieszkałych. Liczne podmurówki ukryte w zaroślach i krzyże stojące przy drogach same opowiadały nam historię tych ziem. Po południu dotarliśmy do Ośrodka Szkoleniowo-Wypoczynkowego Nadleśnictwa Gorlice w Radocynie i w końcu mogliśmy zdjąć z siebie mokre ubrania i buty. Wieczór spędziliśmy wspólnie na rozmowach i śpiewaniu, ale mimo przemiłej atmosfery zmęczenie wzięło górę i o północy wszyscy już grzecznie spaliśmy.

Drugiego dnia pogoda pozostawała bez zmian. Deszcz na przemian z gradem lekko uprzykrzały nam wędrówkę, ale na pewno do niej nie zniechęcały. Z Radocyny ruszyliśmy przez Lipną i dalej w kierunku Wołowca. Ten dzień owocował w bliskie spotkania z fauną, towarzyszyły nam m.in. stada bydła i plamiste salamandry. Po kolejnym długim odcinku przedzierania się przez mokry las, dotarliśmy na obiad do Bacówki PTTK w Bartnem. Początkowo zaskoczony gospodarz niewiele miał nam do zaoferowania, jednak z pomocą Agnieszki już po chwili coraz to nowsze dania pojawiały się na stołach jeden za drugim. Znalazły się nawet parówki za pół ceny! Ciepły obiad w suchym schronisku, jedzony przy dźwiękach gitar, smakował wybornie. Z Bartnego znów przez mokry las, ale tym razem „na skróty” (czyli przez krzaki i bagna) wróciliśmy do Wołowca. Pod XVIII-wieczną drewnianą cerkwią usłyszeliśmy opowieści o Andrzeju Stasiuku, który w Wołowcu ma swój dom. Gdy została przed nami ostatnia prosta dzieląca nas od noclegu w Radocynie zaczęły się schody. A właściwie zaczęły się przeprawy przez Wisłokę. Na tym odcinku szlak wielokrotnie przecinał rzekę, a my razem z nim. Początkowo przechodziliśmy na drugi brzeg suchą stopą, po pniach, po kamieniach, podając sobie ręce i kijki trekkingowe. Kiedy trafiliśmy na miejsce gdzie koryto rzeki było najszersze i najgłębsze, a kilka osób wpadło do wody, suche stopy przestały mieć znaczenie. W końcu i tak byliśmy cali mokrzy, a do tego zbliżał się zmierzch, przestaliśmy więc kombinować z budowaniem mostków i oszczędzając czas przechodziliśmy Wisłokę nie zwracając już uwagi na zimną i głęboką wodę. Ostatnie 2 km przeszliśmy w całkowitych ciemnościach. Wieczór był mroźny, ale po dotarciu do ośrodka, przebrani w suche ubrania, spędziliśmy go radośnie przy ognisku z kiełbaskami i zabawie do rana.

Niedziela przywitała nas pięknym słońcem. Spakowaliśmy plecaki i przejechaliśmy autokarem do Regietowa, skąd weszliśmy na Rotundę – miejsce wyjątkowe ze względu na piękny cmentarz wojenny zaprojektowany przez znanego nam już Dušana Jurkoviča. Schodząc ze szczytu skorzystaliśmy z upragnionego słońca i zrobiliśmy sobie ostatni rajdowy postój na polance nad Zdynią. Tak zakończył się XVI Rajd Studentów Turystyki i Rekreacji UŁ, który choć mokry i błotnisty z pewnością pozostanie niezapomniany!


Vegazone Casino
Nasza strona używa plików cookie oraz podobnych technologii śledzenia, aby personalizować nasze treści i analizować ruch.