Jak to zwykle w Sudetach bywa naszą wędrówkę rozpoczęliśmy krótko po wschodzie słońca. Zaraz po wejściu w las okazało się, że nazwa masywu, na który będziemy się wspinać zobowiązuje i czekają nas znów zimowe warunki. Będąc na Czarnej Górze z wieży widokowej podziwialiśmy okolicę i trasę, która tego dnia jeszcze przed nami. Dalej udaliśmy się do Sanktuarium Marii Śnieżnej na Górze Iglicznej, a następnie zeszliśmy do Międzygórza, oglądając po drodze Wodospad Wilczki. Zostało już tylko podejście do Schroniska Na Śnieżniku, które nie należało do najłagodniejszych.
Następny dzień przywitał nas mgliście, co skończyło się lekkim zbłądzeniem przy schodzeniu ze Śnieżnika (pamiętajcie, że nie na każdym kompasie północ oznaczona jest czerwoną strzałką 😉 ). Wędrując po czeskiej stronie granicy, m.in. przez Cerną Kupę i Susinę, zakończyliśmy dzień zjawiskowym zjazdem (na reklamówkach bądź bez) po stoku narciarskim niemalże pod samą Chatę Vilemina.
Następnego dnia, po kolejnym stromym podejściu i przekroczeniu granicy przywitała nas deszczowa Polska. Monotonne zejście leśną drogą część grupy urozmaiciła sobie przedzierając się przez błotniste łąki poprzecinane ogrodzeniami pod prądem i pasącymi się krowami. W ten oto sposób trafiliśmy wszyscy do autokaru zaparkowanego w Jodłowie. Stamtąd po drodze do Łodzi zahaczyliśmy jeszcze o Kopalnię Złota w Złotym Stoku. Ujmujące poczucie humoru pani przewodnik oraz podziemna kolejka wszystkim zapadły w pamięć, więc pomimo zmęczenia powrót do domu upłynął w przezabawnej atmosferze.


